Legenda o hejnale mariackim

Dawno temu, kiedy Kraków był zaledwie niedużym grodem, ziemie polskie nieustannie najeżdżały wrogie tatarskie wojska. Bali się krakowianie tego, co może się wydarzyć, dlatego regularnie na najwyższej wieży kościoła Mariackiego pojawiał się strażnik, który miał za zadanie wypatrywać pożarów i niebezpieczeństw oraz wygrywać hejnał na trąbce.

Hejnał rozbrzmiewał nad miastem zawsze, ilekroć działo się coś złego oraz o świcie i o zachodzie słońca, gdy bramy grodu były otwierane i zamykane.

Pewnego dnia na mieszkańców Krakowa spadła smutna wieść – w niedalekich miastach znów pojawiły się wojska nieprzyjaciela. Krakowanie lękali się o swój los i szykowali do obrony, ale że przez kilka dni żadne niebezpieczeństwo nie nadchodziło, uspokoili się nieco.

Minęło kilka tygodni, a życie mieszkańców grodu Kraka wróciło do swojego dawnego rytmu i toczyło się zwyczajnie. Krakowianie wciąż czuli się niepewni – bo w tych okrutnych czasach nigdy nie można było być o nic spokojnym, ale starali się wieść normalne, codzienne życie.

Tego dnia, kiedy sytuacja uległa zmianie, słońce świeciło wyjątkowo mocno, wiał lekki wietrzyk, a uśmiechnięci krakowianie przechadzali się w okolicy kościoła Mariackiego i robili to, co robi się każdego dnia – spacerowali, kupowali produkty, jedli i pili, toczyli długie dyskusje na temat przyszłości kraju i codziennego życia.

Strażnik, który tego dnia miał za zadanie wygrywać hymn z wieży kościoła Mariackiego, od rana miał złe przeczucia, dlatego też czujnie obserwował, co dzieje się za murami miasta i wypatrywał wszelkich niebezpieczeństw. Przez cały dzień nie działo się jednak nic niepokojącego i dopiero kiedy słońce zaczęło znikać za horyzontem, jego oczom ukazały się sylwetki zbliżających się nieprzyjaciół.

Nie było czasu na krzyk i na zastanawianie się, co począć. Hejnalista sięgnął po swoją trąbkę i zaczął grać dobrze znaną wszystkim melodię. Początkowo mieszkańcy miasta nie rozumieli, dlaczego nad ich głowami rozbrzmiewa hejnał mariacki i dopiero po dłuższej chwili pojęli, że oto strażnik wygrywa na trąbce melodię, która ma ich ostrzec przed niebezpieczeństwem.

Ruszyli krakowianie po broń i dzielnie, ramię przy ramieniu, stanęli do walki o swój ukochany gród. W tym czasie hejnalista wciąż ze wszystkich sił zagrzewał ich do boju, by ci dzielnie stawiali opór liczniejszym siłom wroga. Walka była długa i krwawa, a tatarscy wojownicy dopiero po jakimś czasie zorientowali się, kto ostrzegł mieszkańców przed ich najazdem. Wówczas jeden z nich – najwyższy i najuważniejszy – wymierzył swą strzałę w kierunku hejnalisty i nagle nad miastem zapadła cisza. Gardło trębacza zostało przebite strzałą, ale nawet wówczas nie wypuścił on swej trąbki z dłoni…

Nie udało się mieszkańcom grodu Kraka ochronić swoich ukochanych ziem, mimo że byli dzielni, waleczni i zwarci w walce z wrogiem. Tatarzy zgrabili miasto i spalili dużą jego część. Musiało minąć wiele lat, zanim Kraków został odbudowany na nowo i zanim krakowanie mogli przypomnieć sobie o dawnej świetności swojego miasta.

Historia dzielnego hejnalisty po dziś dzień pozostaje żywa w pamięci mieszkańców Krakowa. Na cześć trębacza, który do ostatnich chwil życia pragnął obronić mury swojego domu i nawet wtedy nie wypuścił trąbki z dłoni, do dziś na wieży kościoła Mariackiego wygrywany jest hejnał, który urywa się dokładnie w tym momencie, w którym urwał się tamtego pamiętnego dnia, gdy krakowianie walczyli o swój dom, a trębacz został trafiony strzałą nieprzyjaciela.