Złota Kaczka

Żył raz pewien warszawski szewczyk imieniem Lutek, który choć ciężkiej pracy się nie bał i poświęcał swemu zajęciu niemal każdą chwilę, ledwo wiązał koniec z końcem i mógł tylko pomarzyć o byciu bogatym kupcem zwiedzającym dalekie kraje czy rozrzutnym młodzieńcem korzystającym z uroków nocnego życia.

Ulubioną rozrywką Lutka było przysłuchiwanie się rozmowom toczącym się w pobliskiej gospodzie. Któregoś wieczoru udał się do niej jak zwykle i z przejęciem słuchał gawędy pewnego starego szewca:

– Posłuchajcie, moi mili – rzucił staruszek, popijając nalewkę. – Ten kto odważny i głowę na karku ma, nawet w naszej Warszawie będzie zdolny zdobyć bogactwo i sławę. A jak, zapytacie, moi mili? Otóż powiadają, że tam, gdzie Zamek Ostrogskich stoi, tam w podziemiach skarb się kryje. Co roku w Noc Świętojańską objawia się tam Złota Kaczka i śmiałkom, którym uda się do niej dotrzeć, zdradza sekret, jak zdobyć majątek. Ale uważajcie, moi mili, bo wielu już próbowało i wielu poległo.

Gawędę starego szewca przyjęto uśmiechami pełnymi politowania, ale w głowie Lutka zaświtała myśl, że oto może pojawiło się rozwiązanie wszystkich jego problemów. Dwie noce później udał się więc do Zamku i klucząc wśród korytarzy, usiłował znaleźć Złotą Kaczkę. Zadanie to jednak wcale nie było łatwe – młodzieniec po wielokroć trafiał do tych samych komnat, uświadamiając sobie, że błądzi i nie wie już nawet ani gdzie jest wyjście, ani jak w ogóle w to miejsce trafił. Kiedy zrezygnowany zaczął bez zastanowienia biegać ciemnymi korytarzami, próbując powstrzymać łzy bezsilności, jego oczom ukazało się złote światło, wydobywające się spod ogromnych drzwi ulokowanych w samym końcu wąskiego korytarza.

Resztkami sił Lutek pchnął drzwi i aż przymknął oczy, uderzony jasnością wysadzanej od podłogi po sufit złotem komnaty. Rozejrzał się wokół, uszczęśliwiony i dostrzegł, że niemal całe pomieszczenie wypełnione jest wodą. Po chwili zza jednej z kolumn wypłynęła dorodna Złota Kaczka, która ludzkim głosem rzekła do szewczyka:

– Witaj, Lutku. Jakże miło widzieć dzielnego chłopca, który nie poddał się i odnalazł miejsce, w którym kryje się szczęście i bogactwo. Czy jesteś gotów zostać majętnym panem, chłopcze?

– Tak, tak! – zakrzyknął przejęty Lutek. – Cóż mam uczynić?

– Weź leżącą pod ścianą sakwę. Znajdziesz w niej sto dukatów, które musisz w całości wydać do końca dzisiejszego dnia. Ale uważaj – nie możesz podarować tych pieniędzy nikomu, musisz wydać je dla siebie – co do ostatniego dukata. Jeśli to zrobisz, uczynię cię bogatym na zawsze. Jeśli nie – już do końca życia pozostaniesz nędzarzem.

Lutek uśmiechnął się promiennie, bo zadanie wydawało mu się bajecznie proste. Chwycił za sakwę i podzwaniając wesoło dukatami, opuścił zamek i udał się do miasta.

Stolica właśnie budziła się do życia – zewsząd słychać było głosy ludzi zmierzających do pracy, radosne pokrzykiwania dzieci, stukot pantofli eleganckich pań śpieszących za sprawunkami. Pośród tego gwaru dziarsko maszerował uszczęśliwiony Lutek, który długo zastanawiał się, od czego zacząć wydawanie pieniędzy.

Na początek najadł się do syta i napoił doskonałym miodem pitnym. Później sprawił sobie najlepsze buty i bogato zdobioną kamizelkę, a nawet pierścień, który z dumą prezentował na wskazującym palcu. Dzień upłynął mu na radosnym biesiadowaniu, dogadzaniu sobie i korzystaniu z uroków miasta, ale wieczorem okazało się, że w sakwie wciąż brzęczą dukaty, a chłopiec nie ma pomysłu, co z nimi zrobić.

Wtem jego uszu dobiegł głos starego żebraka:

– Daj choć dukacika, chłopcze, nic nie jadłem od kilku dni, już sił mi brak.

Bez zawahania szewczyk sięgnął po garść monet i podał je staruszkowi w łachmanach. W tym momencie jego nowe buty, kamizelka i pierścień zniknęły, a w bramie rozbrzmiał głos Złotej Kaczki: „Nie wypełniłeś zadania, na zawsze już pozostaniesz biedakiem!”.

Chłopiec uśmiechnął się smutno i pomyślał w duchu, że na nic mu bogactwo, jeśli nie ma go z kim dzielić. Proroctwo Złotej Kaczki natomiast nie spełniło się – dobre serce chłopca zagwarantowało mu dobre, spokojne życie, a o legendarnej Złotej Kaczce słuch zaginął.

 

Autor: Klaudyna