Warszawska syrenka

Dawno, dawno temu, kiedy nad Wisłą budowano mniejsze i większe osady, żywiono się leśnymi owocami i dziką zwierzyną oraz trudniono rybołówstwem, w maleńkiej wiosce, ulokowanej na skraju boru, krążyły legendy, że gdzieś na dnie pobliskiej rzeki mieszka piękna syrena o złotych włosach, niebieskookim spojrzeniu i anielskim głosie wyśpiewującym bajeczne pieśni.

Nieraz rybacy wypuszczający się w głąb rzeki pod osłoną nocy, mówili, że ich uszu dobiegał śpiewny głos dziewczyny, ale tak naprawdę żaden jej nigdy nie widział.

Któregoś więc razu trzej najsilniejsi w okolicy rybacy spotkali się na brzegu Wisły i tak oto mówili:

– Towarzysze, jeśli złapiemy tę istotę i podarujemy ją naszemu szanownemu księciu, z pewnością czeka nas bogactwo i chwała – rzucił najstarszy z nich, uśmiechając się chytrze.

– To nie będzie łatwe zadanie – odparł drugi, pocierając swoją ogromną brodę w zamyśleniu. – Może zakradnijmy się tutaj, gdy na niebie pojawi się księżyc w pełni i będzie nam łatwiej dostrzec dziewczynę?

Trzeci pokiwał tylko głową i zapatrzył się w dal, zastanawiając nad tym, jak może wyglądać dziewczę o tak cudownym głosie.

Minął tydzień, gdy mężczyźni spotkali się znowu w tym samym miejscu, trzymając wspólnie najmocniejszą sieć. Kiedy po okolicy rozniósł się śpiewny głos dziewczyny, podążyli w jej kierunku, urzeczeni. Dopiero po kilku chwilach najstarszy z nich otrząsnął się i nakazał swym towarzyszom, by zatkali uszy woskiem. Teraz już w pełnej ciszy zbliżali się we trzech do pięknej istoty siedzącej na pobliskiej skale i błyskawicznym ruchem silnych ramion zarzucili na nią sieć, po czym siłą zaciągnęli do brzegu.

Przerażona syrena płakała i błagała, by mężczyźni ją wypuścili, ale ci nie zwracali uwagi ani na jej płacz, ani na rozpaczliwe próby wydostania się z sieci. Po kilku minutach dziewczyna opadła z sił i ze smutkiem oglądała się na znikającą za horyzontem rzekę.

Kiedy rybacy zanieśli piękną istotę do jednej z chat, dwaj najstarsi udali się po wóz, zaś najmłodszemu polecili pilnowanie płaczącej po cichu dziewczyny.

Chłopak wpatrywał się w istotę z zaciekawieniem. Zachwyciły go jej duże, niebieskie oczy, gęste włosy spływające wzdłuż pleców i szczupła sylwetka. Była bajecznie piękna – to nie ulegało wątpliwości. Chłopak pozostawał pod takim wrażeniem dziewczyny, że kiedy zobaczył, iż mówi do niego, odruchowo wydobył wosk z uszu.

– Wypuść mnie, proszę – powiedziała śpiewnie syrena i zaczęła nucić jedną ze swoich pieśni.

– To niemożliwe – odparł szybko, ale po chwili poczuł, że jego pewność siebie znika.

– Uwolnij mnie i chodź ze mną – mówiła dalej ona.

Urzeczony głosem dziewczyny, rybak rozciął sieć i chwycił ją w ramiona. Niosąc syrenę na rękach, szybkim krokiem udał się nad brzeg Wisły. Wtem ich uszu dobiegły pokrzykiwania dwóch starszych rybaków. Przerażony chłopak wskoczył do wody i razem z syreną popłynął w kierunku przeciwnego brzegu.

Mężczyźni weszli do rzeki i zaczęli wygrażać swojemu młodemu towarzyszowi, na co syrena odwróciła się i zanuciła spokojną melodię. Po chwili krzyknęła jeszcze:

– Tak bardzo was polubiłam, że co noc wam śpiewałam, a wy potraktowaliście mnie jak zwykłą rybę! Moim zadaniem było chronić was i ostrzegać przed niebezpieczeństwami, ale teraz już mnie nie spotkacie. Wrócę wyłącznie wtedy, kiedy nie zostanie już dla was żadna nadzieja! Będę dzierżyć miecz i tarczę i ostatni raz wam wtedy pomogę!

Od tej chwili nad Wisłą nie unosił się już jej bajeczny śpiew i już nigdy nikt nie zobaczył ani młodego rybaka, ani pięknej dziewczyny.

Po latach na miejscu rybackiej osady wzniesiono miasto, które dziś nazywane jest Warszawą. Jego mieszkańcy nigdy nie zapomnieli legendy o pięknej syrenie i na jej cześć wznieśli pomnik. Dzierży ona miecz i tarczę, strzegąc mieszkańców przed niebezpieczeństwem.

I choć historia Warszawy pełna jest smutnych wydarzeń, dziewczyna nie pojawiła się w niej ponownie, a to znaczy, że czas wypełnienia jej ostatniej obietnicy jeszcze nie nadszedł.

 

Autor: Klaudyna