O Małgosi, która nie lubiła spania

Ze wszystkich pór dnia, mała Małgosia najbardziej nie lubiła pory spania. Nie mogła już wtedy głośno się śmiać, nie mogła układać klocków, kopać piłki ani biegać po pokojach. Płakała więc i złościła się ogromnie, prosiła rodziców o kolejną godzinę poza łóżkiem i za nic nie chciała słuchać bajek na dobranoc, myć zębów ani wkładać piżamy.

Nie pomagały piosenki, nie pomagało tulenie, nie pomagały kolorowe poduszki ani gwiazdki przyklejone do sufitu. Małgosia po prostu za nic nie chciała spać!

Bezsilni rodzice tak długo śpiewali dziewczynce kołysanki i czuwali u jej boku, aż Małgosia padała ze zmęczenia i zamykała wreszcie oczy. Sami opadali przez to z sił i niedługo po niej układali się do snu, licząc na chwilę odprężenia po kolejnym ciężkim wieczorze.

Sytuacja nie zmieniała się nawet kiedy Małgosia zaczęła dorastać, więc rodzice stracili już nadzieję, że kiedykolwiek ich córeczka spokojnie ułoży się do snu.

Któregoś wieczora, krótko po swoich piątych urodzinach, dziewczynka leżała w łóżku z gorączką i bolącym gardłem. Choroba męczyła ją tak bardzo, że nawet nie miała siły brykać i krzyczeć, że „wcale a wcale” nie ma zamiaru spać.

To właśnie wtedy na jej poduszce przysiadł mały ptaszek, który zaćwierkał Małgosi do ucha, że zabierze ją w piękną podróż do dalekich krain. Dziewczynka uśmiechnęła się promiennie i ruszyła w ślad za nim.

Krainy, które widzieli, były bajecznie kolorowe. Na drzewach rosły owocowe landrynki, wśród traw zakwitały lizakowe kwiaty, różowa wata cukrowa tworzyła obłoki na niebie. Najbardziej interesujące były jednak rzeki – jedna miała kolor czerwony i smak truskawek, druga była brązowa, bo stworzona została z czekolady. Małgosia nie mogła się temu wprost nadziwić. Podziwiała kolorowe motyle wznoszące się do nieba, radosne zające kicające po łąkach i ptaki wyśpiewujące wesołe melodie.

Zachwycały ją pyszne smaki dokoła i barwy tego niezwykłego, nieznanego jej świata. Uśmiechała się więc do słońca, biegała ze zwierzątkami i śpiewała radosne piosenki, raz po raz próbując nowych smakołyków z okolicznych drzew.

Wreszcie zmęczona rozłożyła się pod krzewem z karmelowymi cukierkami i powiedziała do towarzyszącego jej ptaszka:

– Tak tu cudownie, mogłabym tu przybiegać codziennie. Jadłabym te słodkie chmury, głaskała wesołe zające i popijała czekoladę od rana do wieczora.

Ptaszek zaćwierkał radośnie i skrzydełkiem musnął powieki dziewczynki. Małgosia zasnęła spokojna i rozanielona, a kiedy otworzyła oczy, zorientowała się, że znów leży w swoim łóżeczku, gdzie mama gładzi jej włosy, a tata nuci spokojne kołysanki.

– Dobrze spałaś, kochanie? – usłyszała i nie mogła uwierzyć, że to wszystko to był tylko sen. Wyjrzała za okno i dostrzegła za nim małego ptaszka, który ćwierkał radośnie na powitanie dnia. Od tamtego poranka jej ulubioną porą dnia była pora spania. Bo nocą śniła piękne, kolorowe sny.

 

Autor: Klaudyna