Piotruś i pani T.

Wizyty pani T. w domu Piotrusia nie były niczym nowym ani zaskakującym. Przychodziła do niego od kiedy pamiętał, więc jej widok nie był mu wcale straszny. Co prawda nie nazwałby jej mile widzianym gościem, ale któregoś dnia tatuś wyjaśnił mu, skąd się wzięła pani T. i od tamtego momentu chłopczyk przestał mówić o tym, jak bardzo za nią nie przepada.

Pani T. pukała do drzwi Piotrusia tak cichutko, że nigdy nie wiedział, w którym momencie właściwie przekraczała próg. Że właśnie przybyła – wyczuwał jednak od razu. Zapach perfum pani T. był odrobinę duszący i przytłaczający. Podobnie przytłaczająca była sama T. – nosiła ciemne ubrania, stąpała ciężko i ciężko dyszała, a kiedy zbliżała się do Piotrusia, ogarniał go nagły smutek.

Wizyty pani T. zazwyczaj zbiegały się w czasie z innymi ważnymi wydarzeniami. Zjawiała się zawsze, gdy tatuś dzwonił, że wróci później z pracy. Mijała się w drzwiach z mamusią wychodzącą do sklepu. Przybywała niemal zawsze wtedy, gdy Ola, starsza siostra Piotrusia, wyjeżdżała na szkolne wycieczki. Odwiedzała chłopca nawet w przedszkolu, gdy jego najlepszy kolega akurat chorował.

Nie ma co, pani T. to był w życiu Piotrusia częsty gość!

Któregoś dnia chłopiec postanowił powiedzieć mamie, że nie przepada za wizytami pani T.

– Mamusiu, czuję się wtedy taki smutny. Nie mam ochoty na zabawę, nie cieszy mnie słonko za oknem, nawet czekolada jakoś traci smak. Czasami, ale tylko czasami, chce mi się nawet płakać. Czy nie mogłabyś coś na to poradzić?

Mama Piotrusia, która przecież zawsze znajdowała radę na wszystko, westchnęła ciężko i pogłaskała synka po włosach.

– Piotrusiu, czy wiesz, że pani T. przychodzi także i do mnie? – zapytała.

Zaskoczony chłopiec pokręcił głową.

– To prawda – mówiła dalej mama. – Nie widujesz jej, bo najczęściej przychodzi do mnie, kiedy ciebie i Oli nie ma w domu. Masz rację, że robi się wtedy bardzo smutno, ale kiedy tylko się zjawiacie – smutek mija. Znika też wtedy pani T.

– Mamusiu, a czy do taty ona też przychodzi?

Mama zaśmiała się cicho.

– Kochanie, z tego, co mi wiadomo, to właśnie tatusiowi pani T. towarzyszy najczęściej.

Mina Piotrusia zdradzała przerażenie. Mamę ten widok bardzo rozbawił, więc uśmiechając się szeroko przytuliła chłopca do siebie.

– Tatuś codziennie ma przy sobie panią T., ale wie, że kiedy tylko wróci do domu, ona zniknie, a jemu towarzyszyć będzie już tylko radość.

Chłopczyk zastanowił się przez chwilę i raz jeszcze przytulił się do mamy.

– Skoro pani T. sprawia, że wszystkim nam jest smutno, to czy nie moglibyśmy jej po prostu do siebie nie zapraszać?

Na to pytanie mama posmutniała.

– A może zrobimy na odwrót? – zapytała w końcu. – Może zamiast się smucić, będziemy witać ją z otwartymi ramionami i cieszyć się tym, że czasem z nami jest?

Odpowiedź mamy nie spodobała się Piotrusiowi. Zeskoczył z jej kolan i ze spuszczoną głową powędrował do swojego pokoju.

Tego wieczora pani T. nie zapukała do jego drzwi, co chłopiec przyjął z wielką ulgą. Przez kolejne dni także jej nie było. W tym czasie Piotruś z Olą i rodzicami urządzali pikniki i wycieczki, spędzali czas na świeżym powietrzu i wspaniale się bawili.

Ostatniego dnia wycieczki Piotruś usiadł koło taty, gdy ten akurat czytał książkę.

– Tatusiu, czy ty lubisz panią T.?

Tata odłożył książkę na bok, zamyślił się przez chwilę i powiedział:

– Chyba nikt tak naprawdę jej nie lubi, ale gdyby nie ona, nie dostrzegalibyśmy tego, co dla nas ważne. Dzięki niej wiem, jak bardzo kocham was i waszą mamę. Dzięki niej zauważam, że nasze wspólne wyjazdy mnie bardzo cieszą, bo później ogromnie mi ich brakuje. Dzięki niej rozumiem nawet, że bardzo lubię swoją pracę. Gdyby pani T. nie odwiedzała mnie każdego dnia, pewnie nawet bym tego nie zauważał.

Piotruś podziękował tacie i poszedł spać. Tej nocy przybycie pani T. wyjątkowo go ucieszyło. To właśnie wtedy zrozumiał, że to nic złego, że czegoś lub kogoś mu brakuje. Pragnął spędzać czas z kolegami, chciał, żeby babcia i dziadek też wzięli udział w rodzinnej wycieczce i tak właściwie, to brakowało mu nawet codziennego maszerowania do przedszkola. Gdyby nie wizyta pani T., nawet nie wiedziałby, jak bardzo mu na tym zależy.

Uśmiechnął się więc do niej i uspokojony zamknął oczy. Odtąd już nigdy nie mówił, że za nią nie przepada.

Czy wiecie już, kim jest pani T?

Tak, to Tęsknota.

 

Autor: Klaudyna